JAK WPUŚCIĆ WIOSNĘ DO ZIMOWEJ STYLIZACJI?

Nie pierwszy raz zdarza się taka sytuacja, że z utęsknieniem czekam na wiosnę. Jej nadejście z roku na rok wydaje mi się coraz bardziej przeciągać i nie wiem tylko czy ma to związek z moim wiekiem, czy raczej z pogłębiającą się i trudną do ukrycia niechęcią do zimy? Jakikolwiek jest powód, pocieszam się, że wiosna jest już tuż tuż, a najlepszym dowodem są przebiśniegi w mojej okolicy, które pieczętują zakończenie najzimniejszej pory roku… Hurrraaaa!!!!

Oprócz przebiśniegów, świergotu wszelkiego rodzaju ptactwa i bardziej przyjaznego światła, w pogodzie praktycznie nic się nie zmieniło. Temperatury nadal nie rozpieszczają i nawet w słońcu jest dość chłodno. Jednak coś w człowieku sprawia, że jest radośniej i pewnie dlatego z większą ochotą sięga się po jaśniejsze, weselsze kolory… Zestaw szarości z kroplą czerwieni ma już swoją małą historię w archiwach bloga. Mnie udało się znaleźć trzy wersje:
wersja wiosenna
wersja zimowa
wersja letnia

Dziś znowu sięgam po to zestawienie. Dzięki niemu do typowo zimowej stylizacji przemyciłam kolorystykę, która sprawia, że czujemy się troszkę bardziej wiosennie. Srebrzysta szarość rozjaśnia, a odrobina czerwieni dodaje nam tak bardzo teraz potrzebnej energii…

Długo zastanawiałam się nad lokalizacją dzisiejszej sesji… Okazało się, że w mojej najbliższej okolicy znalazłam kolejną, fantastyczną miejscówkę, gdzie mam nie tylko odpowiednie tło, ale także spokój i ogromny komfort robienia zdjęć oraz wszelkiego typu przebieranek. Moja radość z tego odkrycia była wielka, co widać gołym okiem 😋.

Do stylizacji dobrałam jedną z własnoręcznie zrobionych czapek, ale po kilku ujęciach uznałam, że nie powinnam zasłaniać włosów, bo znacznie lepiej pasują do całości.

Moje siwe włosy łączą w sobie dwa odcienie szarości użytej w stylizacji. Jaśniejszą spodni, torby i butów z ciemniejszą płaszcza, swetra i skarpet.

Mała dygresja na temat skarpet… Doskonale wiecie, że za nimi nie przepadam i z utęsknieniem czekam na moment, gdy mogę z nich zrezygnować. Dopóki jednak są niezbędne, z wielką precyzją dobieram ich kolor i odcień. Optymalnie jest kiedy pasują do spodni i stanowią ich przedłużenie. W tym przypadku musiałam zadowolić się faktem, że pasują odcieniem do swetra. Na szczęście nie są zbyt mocno kontrastowe. Na ten detal powinny zwracać uwagę szczególnie niskie kobiety, bo takie przecięcie nóg mocno skraca sylwetkę.

Płaszcz RESERVED jest w mojej szafie już dość długo. Po raz kolejny przejrzałam archiwum bloga i z matematyczną dokładnością mogę stwierdzić, że mam go już ponad trzy lata. Pierwszy raz zaprezentowałam go w listopadzie 2017 roku, w zestawieniu z granatem.

Materiał, z którego uszyto płaszcz nie jest zbyt szlachetny i przyznam, że jego dobra kondycja stanowi dla mnie miłe zaskoczenie. Nie bez znaczenia jest pewnie fakt, że moja kolekcja okryć wierzchnich z roku na rok jest coraz większa i nie mam możliwości znoszenia żadnego, nawet najbardziej ulubionego modelu… To niewątpliwa zaleta posiadania bogatej szafy 😁.

Wiele razy powtarzałam, że największymi skarbami w szafie każdej kobiety powinny być dodatki i nie ma w tym żadnej przesady. Uważam, że są niczym przyprawy w kuchni, łączą składniki i nadają stylizacji niepowtarzalny smak. Sięgając po pikantne, czerwone akcesoria dodałam dzisiejszemu look’owi odrobinę ostrości i sprawiłam, że tego dnia wyróżniałam się na ulicy nie tylko wzrostem i siwymi włosami 😉.

Wspaniałe trio dodatków to: okulary LAYONERS, wełaniany szal z TKmaxx oraz niezawodna saszetka VAGABOND.

Pod płaszczem ukrył się sweter RESERVED, który ma prawie identyczny kolor i staż w mojej szafie 😁 . To bardzo udany fason z dużymi rozporkami po bokach, wygodnymi, szerokimi rękawami oraz dłuższym tyłem, który sprytnie zasłania pupę. Ponieważ było naprawdę chłodno, pod spód założyłam jeszcze kaszmirowy półgolf ALLUDE, kolorystycznie dopasowany do spodni ZARA.

Nie wiem dlaczego i w którym momencie zrezygnowałam z pomysłu noszenia dwóch szali jednocześnie. Był taki czas, że robiłam to nagminnie… Nie jest to propozycja dla wszystkich kobiet, ale te z długą szyją żyrafy mogą sobie spokojnie pozwolić na taką ekstrawagancję.

Drugim szalem w duecie jest kaszmirowy „przytulasek” ALLUDE. Dobrze mieć taki miekki i ciepły szal w swojej garderobie. To fantastyczny i ponadczasowy dodatek, który sprawdza się nawet latem, w chłodniejszy wieczór. Można się nim okryć niczym ciepłym kocykiem.

Najpiękniejsze szalowe okazy mam oczywiście z EMboutique 😋 . W tej chwili możecie znaleźć w ofercie outletowej kilka fajnych egzemplarzy w promocyjnych cenach. Dobra jakość kaszmiru sprawia, że można się nimi cieszyć przez wiele lat.

Wersja z dwoma szalami powstała spontanicznie podczas sesji. Tak naprawdę zabrałam ze sobą dodatkowy szal, ponieważ chciałam pokazać stylizację w wersji monochromatycznej.

Aby to osiągnąć, oprócz szala ALLUDE, założyłam jeszcze szare lustrzanki QUAY, a saszetkę zamieniłam na skórzanego shoppera.

Zmiana tych trzech dodatków sprawiła, że z wyrazistej, mocnej stylizacji powstała delikatniejsza i mniej rzucająca się w oczy wersja.

Ciekawa jestem, która wersja spodobała się Wam bardziej?

Wbrew wszelkiej logice, pomimo noszenia prawie wszędzie maseczek, maluję usta na czerwono. Oczywiście przydaje się to podaczas sesji, ale nawet gdy nie cykam fotek też tak robię. Traktuję to jako namiastkę normalności, a także formę buntu przeciwko wszelkim pandemicznym zakazom i nakazom. Taką już mam przekorną naturę 🤪.

Moje Drogie Silverowiczki,
Mam nadzieję, że dzisiejsza zimowa stylizacja wniosła wiosenny powiew na bloga i dodała Wam odrobinę pozytywnej energii. Liczę na Wasze komentarze na temat wpisu i nie tylko…
Do następnego razu,
SIWA 💋💋💋

Czerwone serduszko podpowiada, którą wersję ja wybieram 🙂

Możesz także polubić

12 komentarzy

  1. Szarość, ton w ton. Czerwone dodatki piękne i wybijają się mocno – ale przez to też podbijają kontrast czerni (podeszwy i gumowe wszywki butów). Kiedy jest popielato, siwo, srebrno i szaro, czerń nie jest tak wyrazista. Okulary szare też fajniejsze niż te czerwone – tak fajne, że bym ci je chętnie ukradła 😉

    1. Witaj Aldonko,
      Widzę, że szarość ton w ton podbiła Wasze serca. Z czerwienią trochę gorzej, bo wystąpiła chyba w zbyt dużym natężeniu i przestała być tylko kontrapunktem. Szare okulary dawno nie miały okazji do prezentacji, ale jeśli znowu pokuszę się o kolejną srebrną stylizację, pojawią się z pewnością 🙂
      Buziaczki,
      SIWA

  2. W wyborze w pełni zgadzam się z Dorotką i Sabą, jest moc energii w czerwieni ale mono mnie energetyzuje. Tymczasem dwa szale porwały mi wczoraj bezpowrotnie kolczyk, przepadł sobie kiedy szarpałam się z szalami w szale 🙂 Będę próbować dalej

    1. Witaj Pati,
      Ależ furorę zrobił szaraczek. Muszę pomyśleć zatem o kolejnej świetlistej stylizacji 🙂 .
      Nie potrafię policzyć ile kolczyków straciłam w szaleństwie noszenia szali.
      Jedyne na co zwracam teraz uwagę, to solidne zapięcia, które zredukowały praktycznie do zera kolejne straty.
      Buziaczki,
      SIWA

  3. Pięknie w obu wersjach i w szarej, i z czerwienią. Ja uwielbiam czerwień z czarnymi włosami. A co tam…..

  4. Sprawa jest oczywista, bez dwóch zdań : stylizacja doprawiona czerwienią zwraca uwagę, ma moc, pobudza wytwarzanie wiosennych endorfin. Perfekcyjnie przez Ciebie dobrana i zestawiona w dzisiejszym look’u.
    Jednak dla siebie wybrałabym chyba tę „zrobioną na szaro” i w przeciwieństwie do Twoich odczuć wybieram wersję z czapką. Fakt – zasłania cudownie srebrne włosy, ale w/g mnie stanowi zwieńczenie wielowarstwowości całego dzisiejszego zestawu. Tak sobie myślę i, póki co, zalewam dom czerwienią… tulipanów. Teraz to moje endorfiny. Co rano uśmiecham się na ich widok;)

    Buziaki

    Ps. W Bory zapraszam gorąco:) Trochę info podrzucę na maila.

    1. Witaj Sabo,
      Czerwień zawsze robi dobrą robotę, bez względu na porę roku. Jednak teraz, gdy dopada mnie przesilenie wiosenne, przydaje się szczególnie. Wersja czysta podoba mi się tak samo bardzo co ta z czerwienią. W obu czułam się fantastycznie, ale wtedy odrobinka dobrej energii dobrze mi zrobiła. Każdy sposób jest dobry by wyzwolić wydzielanie endorfin…
      Dziękuję za propozycje. Dostałam i obejrzałam z przyjemnością. Teraz mam trochę zawirowań rodzinnych i nie mam za bardzo do tego głowy. Z pewnością odezwę się w sprawie wyprawy do Borów 🙂
      Buziaczki,
      SIWA

  5. Witaj Agusiu, no faktycznie powiało optymizmem i radością wiosenna. Obie stylizacje są fajne. W obu wyglądasz świetnie. Dla mnie jednak /jeśli mam wybierać/ wybrałabym monochromatyczną. No ale cóż mój wiek skłania bardziej do troszkę zlania się z tłem niż wyróżnianiem. A tła do zdjęć wybierasz faktycznie perfekcyjnie co nie jest bez znaczenia dla zdjęć. Uściski D.

    1. Witaj Dorotko,
      Optymizmu nigdy za wiele, więc cieszę się, że udało się go przemycić na bloga. Wersja monochromatyczna jest czysta i równie wiosenna, ale rzeczywiście dużo mniej krzykliwa. Nie wiem, czy uda Ci się tak wtopić w tło, bo w ciuchach Rundholz’a trudno nie zostać zauważonym 😉 Odkrycie tej ścianki było dla mnie wielką radością. Trzeba umieć cieszyć się z małych rzeczy 🙂
      Buziaczki,
      SIWA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *