WESELMY SIĘ… CZYLI JAK SIĘ UBRAĆ NA WESELE?

Relację z wesela muszę rozpocząć od czwartkowego wieczoru. Zaraz po pracy wskoczyłam w pociąg relacji Warszawa Centralna – Łódź Fabryczna i tuż po osiemnastej wylądowałam w moim rodzinnym mieście. W miłym towarzystwie przyszłych nowożeńców i osobistej Mamy – Joli, popijając pyszne drinki, omawialiśmy szczegóły przygotowań do ślubu i wesela, aż do późnych godzin wieczornych.

Kolejny dzień to czas na sprawdzenie sali weselnej, dostarczenie muzyki i małe słowne utarczki z fotografem przez telefon ( na szczęście zakończone happy endem ). Miejsce wesela zrobiło na mnie ogromne wrażenie i żadne zdjęcia nie oddadzą chyba urody tego miejsca. Dom Towarzystwa Kredytowego odnowiony, z klimatem, który przypomina o latach świetności mojego miasta.

Jestem zachwycona wnętrzami i nawet tylko częściowo przygotowane stoły na przyjęcie weselne, prezentują się elegancko. Jestem przekonana, że kiedy dojdą kwiaty i pozostałe ozdoby, będzie bosko.

Kafle na balkonach też wprawiają mnie w zachwyt, tym większy, że idealnie pasują kolorystycznie do moich sandałów 🙂 .

Po wizycie w sali weselnej, udałyśmy się z Panną Młodą – Patrycją do Manufaktury po ostatnie drobiazgi niezbędne do kreacji weselnych. Uważam, że Manufaktura jest jednym z najładniejszych centrów handlowych w Polsce. Wszystkie budynki tworzą zgraną całość, gdzie nowoczesny design komponuje się z wiekowymi budynkami fabrycznymi. Moją największą uwagę przykuł ustawiony w centralnym miejscu Beach Bar. Kompletnie nie wiem dlaczego … 😉

Wieczorem czas na relaks i zabiegi upiększające…

Od samego rana w sobotę, okupujemy pokój nowożeńców i po kolei oddajemy się w ręce Magdy, która robi nam profesjonalny make up. Na pierwszy ogień idzie Mama, potem Patrycja, a na końcu ja.

Tak wyglądam przed…

… a tak po.

Kiedy ja się malowałam, Panna Młoda wskoczyła w swoją piękną suknię i wraz z Panem Młodym pozowali w pałacowych wnętrzach. Trochę te przygotowania nam się przeciągnęły i trzeba było pędzić do kościoła. Z tego wszystkiego, tak bardzo byłam przejęta swoją rolą, że zapomniałam sobie cyknąć zdjęcie w mojej kreacji z marynarką 🙁 .

Państwo młodzi w stylowym Mercedesie, odjeżdżają do kościoła… Wyglądają wspaniale.

Udało mi się zdobyć, od jednego z gości, zdjęcie mojej kreacji w wersji ślubnej.

Po uroczystości w kościele, goście zjeżdżają do sali weselnej. W holu czeka na nich regulamin wesela i rozpiska z miejscami przy stolikach. Funkcja druhny wykluczyła mnie z robienia zdjęć podczas przywitania nowożeńców. Możecie mi tylko uwierzyć na słowo, że w pałacowych pomieszczeniach gromko zabrzmiało „STO LAT” i ” gorzko, gorzko” 🙂 .
Poniżej kilka zdjęć wykonanych przez firmę kateringową, obsługującą przyjęcie.

Moje miejsce przy stole…

A teraz chociaż jedno zdjęcie, na którym możecie zobaczyć, jak wyglądała moja kreacja weselna. Po przyjeździe z kościoła, zdjęłam marynarkę i kokardę z głowy. Do  spódnicy miałam doszyte, z przodu i tyłu, pasy tiulu, które przeciągnęłam pod gorsetem i zawiązałam oczywiście na ozdobną kokardę. Gorset GABI LAUTON mam w szafie od kilku lat i prawdę mówiąc, do tej pory nie założyłam go nigdy w wersji wieczorowej. Najczęściej noszę go na wakacjach do szortów lub na T-shirty, czyli w bardzo sportowo-weekendowym wydaniu. Spódnicę uszyłam na miarę u sympatycznej Dorotki, która w lot zrozumiała wszystkie moje pomysły i w 100% je zrealizowała. Zamysł był taki, by po weselu spódnica mogła mi służyć na inne okazje. Ustaliłyśmy, że skrócimy ją nieco i będę ją mogła nosić nawet z grubym swetrem i ciężkimi butami mroczną jesienią lub zimą. Uwielbiam, gdy rzeczy nie są tylko jednorazowym zakupem, ale zostają w szafie i możemy z nich korzystać na co dzień. Już wkrótce postaram się zaprezentować marynarkę i może gorset też, w innej, mniej odświętnej stylizacji.

Wybaczcie słabą jakość zdjęć, ale dobrze, że w ogóle są. Tak dobrze się bawiłam, że większość czasu spędzałam na parkiecie i nie było zbyt wielu okazji do pozowania. Bardzo dużo fotek robił oczywiście fotograf, ale mamy je zobaczyć dopiero za około 4miesiące, a tyle nie chciałam zwlekać z relacją, choć i tak troszkę musiałyście poczekać.

Dla gości przygotowana była pamiątkowa księga, w której mogli złożyć Młodej Parze życzenia. Oczywiście znalazł się tam także mój wpis. To był wspaniały ślub, wesele i jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu. Cieszę się, że wszystko się udało i wierzę, że czeka Ich wspaniała przyszłość, bo w tak zgranej parze łatwiej o spełnienie, nawet tych najskrytszych marzeń.
Do następnego razu,
SIWA rozweselona 🙂

 

Możesz także polubić

10 komentarzy

  1. Dziękuję za serdeczne życzenia w imieniu własnym i Małżonka. Dodam tylko, że ten dzień stał się wyjątkowy również dzięki naszej cudnej Agusi, która jak zawsze wyglądała zjawiskowo i wzbudzała westchnienia i zachwyty nie tylko męskiej „publiczności”

    1. Witaj Pati,
      Gwiazdą wieczoru byłaś TY i tylko TY. To był przepiękny ślub i wesele. Na samo wspomnienie wzruszam się i raduję, że byłam częścią najważniejszego dnia w Waszym wspólnym życiu. Kibicuję Wam, jak nikt inny. Jeszcze raz wznoszę toast: STO LAT MŁODEJ PARZE !!!
      Buziaczki, SIWA

  2. Aga jestem absolutnie pod wielkim wrażeniem , dzięki za relację bo doprawdy
    skręcało mnie z ciekawości ,wyglądałyście z Panną Młodą bardzo odlotowo
    Pan Młody niezły przystojniak i cudowne stylowe wnętrza w których czuć
    ducha minionej epoki chciałoby się tam być . Wszystkiego najlepszego dla
    Nowożeńców widać ,że tworzą zgrany duet i świetnie do siebie pasują.
    Pozdrawiam buziaki

  3. Wow, wow, wow – wszystko absolutnie piękne, wnętrza, ulica, samochód, stoły a Państwo – wszyscy jak z obrazka. Wyglądacie zjawiskowo, nietuzinkowo, z klasą i smakiem. Gratulacje i wszystkiego dobrego na nowej drodze. Buziaki i serdeczności D.