ŻÓŁTY JESIENNY LIŚĆ – INSPIRACJA Z NATURY

Po ciepłym i słonecznym październiku przyszedł chłodniejszy listopad, a z nim prawdziwa jesień. Zdarzają się jednak jeszcze takie dni, kiedy wełniana marynarka, może spokojnie zastąpić okrycie wierzchnie, szczególnie gdy założymy ją na sweter i właśnie taką stylizację, chciałabym Wam dzisiaj zaprezentować.

Kolor, użyty w dzisiejszym look’u nie jest przypadkowy. Jak słusznie stwierdziła Dorota, w komentarzu pod poprzednim wpisem, w którym wystąpił ten sam sweter, żółty jest bardzo na czasie. Nikt raczej nie zaprzeczy, bo trudno o bardziej charakterystyczny symbol jesieni niż żółty liść…

Ten kolor wcale nie jest łatwy, ale kusi swoim, słonecznym optymizmem. A kiedy wkoło szaro i buro, aż chce się założyć coś w żywym kolorze. Żółty sprawdza się w takich przypadkach doskonale. Mnie dodawał energii przez cały dzień.

Odcieni żółtego, jak każdego koloru, są tysiące. Niuanse decydują, który jest dla nas dobry… Przypomina mi to trochę poszukiwania odpowiedniego odcienia fluidu 😜. Trudne zdanie, ale w 100% wykonalne.

Kiedy jesteśmy opalone lub po prostu mamy ciemną karnację, będzie nam dużo łatwiej znaleźć swój odcień. Z bladym licem musimy raczej unikać tych zimnych, cytrynowych 😜.

Ja zdecydowanie najlepiej odnajduję się w miodowym, a może kukurydzianym? Jak zwał, tak zwał, ale jest to zdecydowanie ciepła tonacja.

Nie byłoby dzisiejszej stylizacji, gdybym nie trafiła na super sukienkę, dokładnie w tym samym kolorze co sweter. Noszenie sukienki ze spodniami jest super rozwiązaniem i już nie raz korzystałam z tego patentu (np. tutaj). W moim przypadku, czasem jest to nawet konieczność, bo wiele sukienek jest na mnie za krótka. Spodnie pełnią wtedy rolę „przedłużki”, która utrzymuje w ryzach proporcje sylwetki.

Zestawienie z czernią jest mocno kontrastowe, to taki jesienny odpowiednik mojego ukochanego black&white. Wykorzystałam ten fakt i wybrałam do tego look’a super gadżet, który noszę najczęściej z bielą lub czernią. Szelki RUDHOLZ są genialnym dodatkiem, bo można je nosić na wiele sposobów. Założone do góry nogami pełnią funkcję paska i zadowolą każdą miłośniczkę podkreślania talii .

W podstawowej wersji są bardziej stylową ozdobą, ale jakże istotną…

Najlepiej prezentują się wtedy z tyłu 😜 Robią fajny, graficzny rysunek.

A teraz kilka słów o sukience. Nie jest to żaden firmowy ciuch, ale zdecydowanie dobrej jakości. Urzekł mnie, oprócz koloru, fason, faktura materiału i skład (wiskoza z lnem). Zakupu dokonałam w sklepie, o szumnie brzmiącej nazwie, FASHION STREET , w którym zdarzają się ciekawe egzemplarze. Na metkach widnieje napis made in italy… Może i tak jest w rzeczywistości, ale niestety nie da się tego sprawdzić, więc podaję źródło, a Wam pozostawiam decyzję o ewentualnych zakupach.

Z pewnością wpadły Wam w oko moje nowe sztyblety CORVARI. To kolejny, tegoroczny prezent urodzinowy. Buty pochodzą z EMbutique i z tego, co wiem, są jeszcze dostępne dwie pary, w rozmiarach 39 i 40. Kto jest zainteresowany, koniecznie musi zajrzeć do propozycji outlet’owej butiku. Polecam, bo są wygodne, mają protektor, a podeszwa jest solidnie przyszyta do cholewki. O urodzie nie wspominam, to widać gołym okiem .

Wracając na chwilę do sukienki, warto wspomnieć, że ma jeszcze jedną wielką zaletę, a właściwie dwie – kieszenie. Uważam, że idealna sukienka musi je mieć, w szczególności taka luźna. Bez kieszeni, jak bez ręki.

Na koniec wersja, w której prezentowałam się cały dzień. Do swetra i sukienki dorzuciłam wełniany, ciepły żakiet RUNDHOLZ. Oryginalnie zapina się na haftki, ale tym razem zrobiłam to dużą agrafką, bo dzięki temu zebrałam go lekko w talii, co ją optycznie podkreśliło. O kontrastującym pasie, który dodatkowo wyciąga sylwetkę, pisałam już wielokrotnie, ale może komuś umknęła ta wskazówka…

Szelki wylądowały ostatecznie na żakiecie, by spiąć stylowo wszystkie skórzane dodatki. Chyba się udało?

Na koniec, dla miłośniczek tradycji, radosny podskok…

… a dla wszystkich, buziaki w jesiennym wydaniu .

Zdaję sobie sprawę, że niewiele osób lubi i nosi żółty kolor. Nie namawiam nikogo do zmiany swoich upodobań. Wiem, że każda z Was ma swój ulubiony, energetyczny kolor. Czerwony, zielony, pomarańczowy, a może fioletowy, za którym ja nie przepadam? To kompletnie nieistotne. Ważne jest, by mieć swój własny sposób na dobry na-strój i być blisko ludzi, którzy są promienni. Mam nadzieję, że oglądając i czytając dzisiejszy wpis, choć przez chwilę poczułyście pozytywną energię i uśmiech rozświetlił Wasze twarze, zupełnie niczym promyk słońca.

Do nastepnego razu,
SIWA

 

Możesz także polubić

8 komentarzy

  1. Mówi się, że „na ból głowy jest najlepsza… gilotyna” ,
    a na poprawę jesiennego nastroju- na pewno energetyczna Siwa!
    Jest tu słodko, radośnie i promiennie ☀️☀️☀️,
    a za oknem dżdżysto, szaro, jesiennie.
    Ściskam pozytywnie pobudzona

    1. Witaj Sabo,
      Jestem bardzo zadowolona z tej stylizacji. Osiągnęła swój cel skoro większość z Was mogła z niej czerpać pozytywną energię. Prawdopodobnie look na pszczółkę nie zostanie przez nikogo odtworzony 🙂 . Można za to spokojnie skorzystać ze wszystkich wskazówek, a kolor wystarczy zmienić na swój ulubiony. Radośnie i promiennie może być nawet w szarościach…
      Buziaki, SIWA

  2. Listku, ja mam sposób – zajrzeć na stronę do Siwej i dzień od razu robi się przyjemny. Stylizacja słodka, bardzo twarzowa. Buziaki D.

    1. Witaj Dorotko,
      Dzisiejsza stylizacja rzeczywiście jest słodka niczym miodek wyprodukowany przez pracowitą Siwą pszczółkę 🙂 . Miło słyszeć, że jestem sposobem na dobry nastrój. Nic przyjemniejszego nie ma dla blogerki… i nie tylko…
      Buziaczki, SIWA

  3. Ależ to urocza stylizacja! A ten Twój serdeczny uśmiech! Dosłownie- Pszczółka Maja Silverhair 🙂 Dla mnie bomba….dopaminowa :))) Dziękuję Ci Pszczółko i cmokam Cię w czółko ❤️

    1. Wiatj Ewuniu,
      To zabawne, że jak edytowałam ten wpis, w ogóle nie przyszła mi na myśl żadna pszczółka 🙂 . Dopiero po przeczytaniu Twojego komentarza dotarło do mnie, że jest to praktycznie skojarzenie, które mocno dominuje. Dlatego skrzętnie z niego skorzystałam do promowania wpisu na FB, z naciskiem na pracowitość pszczół 😉 . Dobrze się bawiłam przy tej sesji, co ma oczywiście odzwierciedlenie w moim uśmiechu. Sprzyja mi publika, bo w okolicach Pałacu Kultury przechadza się całe mnóstwo turystów i jeszcze na dokładkę chętnych nie tylko do gapienia się, ale także do pomocy przy robieniu zdjęć 🙂 . Cieszę się, że dotarła za ocean bomba dopaminowa, tak jak dotarł do mnie Twój komentarz, który osiągnął ten sam cel…
      Buziaczek, SIWA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *