POŻEGNANIE Z FASHION WEEKEND’EM ZAKOŃCZONE HAPPY ENDEM

Dzisiaj niedziela, czyli prawie dla wszystkich dzień wolny. Prawie, bo na pewno nie dla nas. To po prostu niemożliwe podczas Fashion Weekendu. Co prawda, nie mamy już tak dużo pracy, jak wczoraj i przedwczoraj, ale sporo kilometrów przed nami na targach i w drodze powrotnej do domu …

Zaczynamy od śniadania. Na co dzień nie jadam takich wypasionych, jednak tutaj trudno się oprzeć pokusie cieplutkich bułeczek i pysznych croissant’ów.

Czekając na taksówkę, robię jeszcze kilka zdjęć w holu i przy recepcji. Hotel jest pełen różnych smaczków.


Przy windzie, na ścianie, wypisane są aktualne atrakcje w mieście. Na drugiej pozycji AREAL BÖHLER, do którego się dzisiaj wybieramy.

AREAL BÖHLER to teren dawnej fabryki, zamieniony na centrum wystawiennicze tzw. Fashion Platform.  Tutaj prezentują się firmy i organizowane są pokazy.

Wejściówka już jest. Wchodzimy…

Jeszcze tylko rozpiska z rozmieszczeniem wystawianych firm i możemy ruszać na łowy. Dzisiejszy dzień mamy zarezerwowany na zamówienia butów oraz poszukiwanie nowych, ciekawych projektów…

Hala główna poświęcona jest awangardowej modzie, czyli jesteśmy w dobrym miejscu i czasie. Króluje niepodzielnie czerń, trochę bieli i tylko gdzieniegdzie kropelka czerwieni lub niebieskiego. Moje czułe oko wychwytuje jeszcze szarości, które przyciągają mnie jak magnes.

Po kilku godzinach, zmęczone, siadamy w „targowej restauracji” i oddajemy się kulinarnym przyjemnościom. Delikatna sałata jest jedynym wyborem z karty, kiedy myśli się jeszcze o deserze :).

Z pełnymi brzuchami, pełne nowej energii, idziemy do sąsiadującej hali, w której są młodzi projektanci. Po drodze spotykamy fajnie ubrane kobiety i mężczyzn, aż miło się pogapić.


Nóżki bolą, ale uśmiech na twarzy jest 🙂 . Zbieramy się na lotnisko. Data kolejnego Fashion Weekendu w Düsseldorfie już wyznaczona…

Good bye Düsseldorf…

… hello Warsaw.

To koniec Fashion Weekendu i koniec relacji. Wybaczcie, że dziś tak krótko i lakonicznie, ale podpieram się już nosem. Zmęczenie daje znać o sobie i nie pozostaje nic innego, tylko pożegnać się z Wami.
Do następnego razu,
SIWA

Możesz także polubić

8 komentarzy

  1. Witanko!
    Napatrzyłam się na zdjęcia fashion weekowe i wręcz poczułam zapach sniadań w klimatycznym hoteliku, dotyk tych wszystkich ubrań o rozmaitej fakturze i kolorach zalegających na wieszakach i czekających tylko by je przymierzyć i… zazdraszczam! :)))
    Jak mawia znajomy ‚ubieradztwo’ czyli wszystko to co sprawia, że możemy zniknąć gdy nastrój jest fatalny, poczuć się trochę lepiej w gorszy dzień albo czuć się jeszcze bardziej mega gdy dzień jest cudowny. Tak niewiele a tak dużo! Niby tylko trochę ciuchów… i dodatków:) No właśnie. Dziękuję Ci pięknie za info w temacie okularów, na które zerkam w Twoich stylizacjach (muszę to przyznać) nie bez zazdrości. Niestety w moim wypadku zakupy w TK MAXXsie to niełatwa wyprawa ponieważ mieszkam w Pradze (tej czeskiej:) a to oznacza, że najbliższy ich sklep mam w Dreznie lub Wrocławiu… 🙁 Kiedyś jednak szarpne się na zakupową wyprawę 🙂
    Czechy to w ogóle modowo jałowy teren – trzeba nieźle się nagimnastykować żeby coś ciekawego znaleźć dla siebie. Choć i tak na tle rodowitych mieszkańców – nie ubliżając nikomu – którzy w większości wypadków wyglądają ‚jakiego mnie panie boże stworzyłeś, takiego mnie masz’ i tak zazwyczaj wyglądam oryginalnie lub przynajmniej ciekawie. Dlatego też czekam niecierpliwie na Twoje kolejne stylowe odsłony (i zagłębiam się w historie by odkrywać stare) a info o blogu puściłam w obieg polsko – czeskim koleżankom zainteresowanym dobrym smakiem.
    Pozdrawiam ciepło (tym razem grzejąc się wieczornie pod starym ((szarym oczywiście)) dłuuugim swetrem spełniającym od lat rolę kocyka kanapowego:)
    Monia

    1. Witaj Monia,
      Miło, że byłaś ze mną na Fashion Weekendzie 😉 . Dla kogoś, kto choć trochę interesuje się modą i lubi ciuchy, to prawdziwy raj…
      Zgadzam się ze stwierdzeniem, że ubranie może dużo zdziałać. Ja bardzo często ubieram się pod wpływem nastroju, który towarzyszy mi o poranku. Kiedy jest kiepski i nie potrafię się na nic zdecydować, najczęściej sięgam po czerń i kamuflujące ciuchy. Jak dobry…, to wszystko się może zdarzyć 🙂 , bo mam wtedy skłonności do eksperymentowania i ekstrawaganckich rozwiązań.
      Modowe Czechy kojarzą mi się z fryzurą na czeskiego piłkarza, czyli „krótko z przodu, długo z tyłu i wąsy na przedzie” 🙂 . Nie znam też nazwiska żadnego czeskiego projektanta 🙁 . Masz w takim razie możliwość zostania trendseterką 🙂 i pokazania, jak fajnie można bawić się modą, kreując swój własny styl. Bardzo mi miło słyszeć, że info o Silverhair40plus poszło w czeski świat … Teraz wyjaśniła się duża ilość wejść na stronę z Czech 🙂 .
      Ja też mam dyżurny, domowy, szary sweter. Ogromny, milutko zmechacony i cieplutki, którym się otulam i siadam do pisania…
      Buziaki, SIWA

    1. Witaj Ewuniu,
      To była czysta przyjemność. Taka ilość ludzi ubranych stylowo i głównie na czarno na jeden m2, to prawdziwa rzadkość. Teraz postaram się wykorzystać wszystkie obserwacje – inspiracje do nowych, ciekawych stylizacji.
      Cmok, SIWA

  2. „Nasz człowiek tam był!” Dzięki 🙂 Ogromna przyjemność taka gorąca relacja. Hotel świetny i bardzo fotogeniczny. Ciekawe postacie przmykają przez zdjęcia, ciekawe rzeczy na wieszakach… a ty wszędzie tam idealnie PASUJESZ. Super. „Last Conspiracy” – kochałabym za samą nazwę… 😉 Witamy w Warszawie. Odpocznij.

    1. Witaj Aldonko,
      Byłam, widziałam i opisałam 🙂 . Teraz czas na przetworzenie tego w głowie. Powinny się zrodzić z tego fajne rzeczy tzn. stylizacje. Chwilę odsapnę i z przyjemnością wezmę się do roboty.
      Buziaki, SIWA

  3. Witaj podróżniczko, piękna relacja, czekałam do końca żeby skomentować. No cóż piękna Ty piękna Małgosia /wypatrzyłam/ piękne ciuchy piękni ludzie i hotel obłędny. Cieszę się że mogłam popatrzeć. Całuski D.

    1. Witaj Dorotko,
      Brawo za spostrzegawczość. Mnie raczej trudno nie zauważyć, ale nie myślałam, że ktokolwiek wypatrzy Małgosię 🙂 . Cieszę się, że miałaś frajdę z „podglądania” prawie na żywo naszych zmagań. Napatrzyłam się na fajnych ludzi, ciuchy i miejsca, więc teraz powinny się posypać jak z rękawa wspaniałe stylizacje. Przynajmniej tak mi się wydaje…bo głowa pełna inspiracji.
      Buziaki, SIWA