KREATYWNOŚĆ I ZABAWA TO PODSTAWA

Większość stylistek i stylistów w kreowaniu stylu skupia się na odpowiednich fasonach, kolorach i określeniu do jakiej pory roku pasuje nasza uroda… Nie ma w tym nic złego. Od tego zawsze warto zacząć, ale… to tak naprawdę jest dopiero początek stylowej drogi. Dalej musimy już pójść same i odpowiedzieć sobie na kilka ważnych pytań. Czy akceptujemy swoje ciało i znamy wszystkie atuty naszej sylwetki, które chcemy i uważamy, że warto podkreślić? Specjalnie unikam pisania o mankamentach, bo tu każda z nas ma znacznie dłuższą listę i wyrecytuje ją nawet po wybudzeniu w środku nocy 😉 . Warto też zwrócić w kreowaniu stylu uwagę na dynamikę, charakter oraz miejsce pracy, tak by strój współgrał z naszym stylem życia. Żyjemy w takich czasach, że bardzo często jedyne co możemy powiedzieć światu o sobie, to nasz wygląd. Zastanówmy się zatem, co chcemy innym przekazać? Jak chcemy by nas postrzegano? W tej sferze jest ogromne pole do popisu i kreacji. Dodałabym jeszcze jedno pytanie. Czy pozwalam sobie na odrobinę szaleństwa, czy może kurczowo trzymam się jednego wizerunku? Tych pytań nie zadadzą Wam styliści… a na pewno ich znacząca większość.  Dlatego często spotykam osoby, które są „ofiarami” sztywnych i schematycznych wskazówek praktycznie przez całe życie. To, że komuś jest obiektywnie dobrze np. w dopasowanej koszuli, wcale automatycznie nie oznacza, że będzie się w niej dobrze czuć.  Będę się przy tym upierać i powtarzać do znudzenia, że najważniejsze jest samopoczucie. Od niego wszystko się zaczyna… A potem bardzo istotne jest trzymanie się własnej koncepcji, bo styl jest dobry, kiedy jest nasz. Dobry, nie w znaczeniu wartościującym, ale jako pasujący do nas i naszych oczekiwań.
Czemu zaczynam wpis od takiego wywodu? Komentarze pod ostatnim wpisem skłoniły mnie do głębszych przemyśleń na temat bloga i wyrażania naszych opinii. Przede wszystkim chciałabym podkreślić, że blog powstał dla kobiet, nie dla mnie. Ideą, która mi przyświeca od samego początku jest pokazanie, że moda i kreowanie stylu to fajna zabawa. Nigdy nie było moim zamierzeniem mądrowanie i tworzenie stylowych schematów, których osobiście nie cierpię. Nie znajdziecie u mnie żadnego konkretnego przepisu, jak się ubierać przy danej figurze czy określonym typie urody. Takich miejsc, gdzie wyprowadzany jest wzór na perfekcyjną długość nogawki jest w internecie całe mnóstwo. To one sprawiają, że kobiety myślą o kreowaniu własnego stylu, jak o ciężkiej i żmudnej robocie. Spełnienie tych wszystkich wskazówek, często gęsto przeczących samym sobie, jest prawdziwą drogą krzyżową. Nic dziwnego, że wiele kobiet poddaje się i odpuszcza. Na blogu prezentuję Wam swoje stylizacje (praktycznie powinnam napisać stroje do pracy), by Was zainspirować, skłonić do własnych poszukiwań, dodać odwagi. Bardzo lubię, kiedy piszecie komentarze. To dla mnie namacalny dowód, że blog żyje i czytają go nie tylko moje przyjaciółki wraz z najbliższą rodziną 😉 . Uwielbiam, gdy piszecie, że stworzyłyście swoją wersję stylizacji, a jeszcze bardziej, gdy dzielicie się ze mną swoimi modyfikacjami i pomysłami… Przyjemne są również komplementy, ale… są tylko miłym potwierdzeniem tego, co sama uważam o mojej stylizacji, bo (jak się pewnie domyślacie) tylko te udane pojawiają się na stronie. Nawet najbardziej przychylny komentarz z całym mnóstwem komplementów nie sprawi, że zacznę nosić coś częściej ani najbardziej krytyczna opinia nie spowoduje, że przestanę ubierać się w określony sposób lub zrezygnuję z jakiejś skrytykowanej części garderoby… Kiedy ubieramy się dla siebie i podobamy się sobie, taka reakcja jest naturalna. Życzę Wam z całego serca abyście doszły do tego miejsca, w którym w pierwszej kolejności będziecie liczyć się z opinią najważniejszej na świecie osoby – ze sobą !!! Od takich osób bije blask i to on sprawia, że każda stylizacja, nawet ta niezbyt udana, prezentuje się wyśmienicie. Nie wiem czy będzie to dla Was pocieszeniem, czy niemiłym zaskoczeniem, ale tego nie zagwarantują najlepiej dobrane fasony, kolory czy fimowe ciuchy… Nie jestem żadną wyrocznią. Nie mam ambicji, by kreować mój styl na jedyny i dobry dla wszystkich. Moim marzeniem jest abyście korzystały z bloga, podobnie jak korzystamy z trendów w modzie. Krytycznie i wybiórczo. Bierzcie tylko to co się Wam podoba i pasuje do Waszego stylu. Bądźcie kreatywne, pozwólcie sobie na odrobinę szaleństwa i przede wszystkim bawcie się. Nic nie musicie! Możecie wszystko!

Trochę się rozpisałam, ale już wystarczy tych mądrości. Aby nie być gołosłowną, prezentuję Wam dzisiaj granatową stylizację, w której bawię się dodatkami i mam szansę wykazać się kreatywnością 🙂 . Granat pojawiał się na blogu w różnych odsłonach. Ponieważ dzisiaj mam go w zestawieniu z czerwienią, odsyłam Was do stylizacji z 2018 roku. Dodatki, które się w niej pojawiły pasowałyby idealnie do dzisiejszego look’a, ale tak się składa, że przerobiłam je na gigantyczny czerwony sweter 😉 .

Bardzo długo szukałam następców moich ulubionych, granatowych sztybletów. Niestety mam je już bardzo długo i wymagają gruntownej renowacji, która niekoniecznie musi zakończyć się sukcesem. Zaczęłam więc eksplorować zasoby internetowe i trafiłam na firmę ZAPATO, która robi buty na zamówienie. Znajdujecie na ich stronie model, który Wam się podoba i zamawiacie. Buty w ciągu dwóch tygodni są zrobione specjalnie dla Was 🙂 . Z tego co widziałam na stronie, mają teraz przecenę i niektóre zimowe modele można zdobyć za połowę ceny…

Buty zrobione są bardzo solidnie i mega wygodne. Bardzo ważną informacją jest, że trzymają rozmiarówkę. Kto szuka butów w niestandardowych kolorach, znajdzie pewnie coś dla siebie.

Nowe buty były oczywiście pretekstem aby sięgnąć po granatowe cichy. A jak wskakuję w granat, to jakoś tak naturalnie ręce same sięgają po czerwone dodatki. Okulary LAYONERS i mitenki DKNY poszły na pierwszy ogień. Potem zamierzałam założyć klasyczny, wełniany szal z frędzlami, ale wydawał mi się zbyt płaski i mało efektowny. Trochę zaczęłam nawet żałować dzianinowej przeróbki. Ten gigantyczny czerwony szal przydałby się teraz bardzo.

Zastąpienie szala swetrem nie jest absolutnie żadnym przełomowym odkryciem. Kiedy kombinowałam w domu przed lustrem, wpadłam na pomysł żeby założyć golf, a rękawy przewiązać jak klasyczny szal. To świetny patent dla tych z Was, którym zawsze zimno w szyję. Na sesji nie miałam niestety lustra ani nawet szyby, w której mogłabym się przejrzeć i ładniej ułożyć rękawy. Oczywiście klasyczny węzeł, ze swetrem zarzuconym na ramiona, wychodzi z zamkniętymi oczami 🙂 .

A teraz czas na odrobinę kreatywności.

Obecnie bardzo modne są kominiarki i różnego rodzaju kominy. Ja połączyłam oba te modele i zrobiłam na drutach coś co przypomina kaptur z dodatkowo doszytym golfem. Myślę, że niechcący stworzyłam idealny fason dla kobiet, któe nie lubią obciskających włosy czapek ani szalików 😉 .

Bardzo lubię monochromatyczne stylizacje i ta granatowa jest ponadczasowym klasykiem tego gatunku.  Nie ma najmniejszego znaczenia, że wykorzystałam w niej rzeczy, które mam od lat w szafie. Wystarczył jeden modowy element by nadać jej świeżości.


Kaptur wygląda fajnie w każdej wersji.

Jest wiele sposobów by wyróżnić się tłumie. Można sięgnąć po mocny kolor, założyć coś w oryginalny sposób albo stworzyć dodatek, który będzie wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. Wszystko jedno po jaki sposób sięgniecie. Najważniejsze jest by dobrze się przy tym bawić i poczuć swoją najlepszą wersją.

Moje Drogie Silverowiczki,
Mam nadzieję, że czerpiecie dużo radości z kreowania własnego stylu. Nie traktujcie tego tak poważnie. Każdemu zdarzają się lepsze i gorsze stylizacje. Dobrze mieć dystans do siebie i opinii innych. Kierujcie się zawsze własnym samopoczuciem.
Do następnego razu,
SIWA

Możesz także polubić

24 komentarze

    1. Witaj Pati,
      Od samoakceptacji trzeba zacząć przy tworzeniu każdej stylizacji 🙂
      Buziaczki,
      SIWA

  1. I jeszcze jedno, że komentarze pozytywne? To chyba jedyny blog, gdzie je czytam od deski do deski, bo jest w nich dobra energia, a i od komentujących można się wiele dowiedzieć – pozdrawiam Was! A Ty odpowiadasz na każdy i to dopiero jest uczta!

  2. Kominokaptur?! Super pomysł, idę po druty. Może jakieś zdjęcie dodatków, jako ściąga? Dawniej były… Pozdrawiam!

    1. Witaj Doroto,
      Komino-kaptur to wynik drucianych eksperymentów, moja osobista wariacja na temat modnych kominiarek. Postaram się zrobić zdjęcie i podesłać Ci na maila. Przy najbliższej okazji, kiedy wystąpi w stylizacji, obowiązkowo nadrobię zaniedbanie i pokażę z bliska dodatki 🙂
      Komentarze na moim blogu, według mnie można spokojnie nazwać drugim alternatywnym blogiem. Dzięki nim poznałam wiele wspaniałych kobiet. Każda Silverowiczka, która czyta je od deski do deski, ma również taką możliwość. Najbardziej podoba mi się, że są to dojrzałe kobiety, które mają w sobie spokój i duuuużo pozytywnej energii. Każdy może z tego korzystać bez żadnych limitów.
      Buziaczki,
      SIWA

  3. Ależ wpis! Ile w nim ciepła, pozytywnej energii, empatii i nie wiem, czego jeszcze! To prawdziwa bomba terapeutyczna wybacz, ale wydźwięk nawet trochę przesłonił same zdjęcia i stylizacje. Aż chce się biec do szafy w poszukiwaniu swojego prawdziwego ja
    Dzięki, że w tym pomagasz!

    1. Witaj Grażynko,
      Taki komentarz to prawdziwy miód na moje blogerskie (i nie tylko) serce!!! Bardzo się cieszę, że wnoszę w Twoje życie pozytywną energię. Wierzę, że każda z nas jest piękna i może podkreślić to strojem. Trzeba tylko sięgnąć do szafy i w głąb swojego serca. Powodzenia w poszukiwaniach 🙂
      Buziaczki,
      SIWA

  4. Ach, i dzięki za link do butów!! Teraz poszukuję bardzo polecajki do miejsca gdzie dobrze czyszczą, odświeżają, może farbują używaną odzież skórzaną – gdybyś Ty (albo koleżanki-Silverowiczki?) coś wiedziała, będę wdzięczna… i żeby nie za miliony…

    1. Moje Drogie A.! ( Ago i Aldono)
      nieocenioną pomocą w kompletowaniu i zmianie stylizacji są farby do skóry Renoskór, które kupuję na allegro.Niejedne buty i torebki przemalowałam dwie godziny przed wyjściem, a trzymają sie świetnie. Kolorów chyba sto, i jeszcze można mieszać. Gdzie te czasy, kiedy pół naszego liceum(plastycznego) malowało śmierdzącym srebrolem gumiaki…
      Bardzo ściskam Autorkę, dzieki której wreszcie zaczęłam patrzeć na odbicie w lustrze jak na problem graficzny do rozwiązania, a nie na mękę i rozpacz z powodu , jakby to ująć… z powodu nieprzystawalności do cudzych ideałów szafiarskich.

      1. Witaj Beato,
        Bardzo dziękuję za odpowiedź i podpowiedź! Już zaglądałam do oferty tej firmy i tylko zastanawiam się, które buty przemalować 😉 . Bardzo miło słyszeć, że zmieniłam optykę postrzegania odbicia w lustrze na tą bardziej pozytywną i kreatywną. Choć informacja o liceum plastycznym nasuwa mi podejrzenia, że Twoja kreatywność przejawia się w różnych dziedzinach, nie tylko w modzie i kreowaniu własnego stylu.
        Buziaczki,
        SIWA

      2. Bardzo dziękuję za tip – na to bym nie wpadła! Tylko, czy żeby pomalować skórę dobrze… nie trzeba być, tak jak Ty – absolwentką artystycznej uczelni?… Simplicol i pralkę mam opanowane, o malowaniu skórzanej kurtki myślę z pewną taką nieśmiałością 😉

  5. Super!! Tego mi brakowało: bloga pisanego przez stylistkę, a nie kolejną szafiarkę 😉 Lubię oglądać ładne obrazki, ale jeszcze bardziej lubię czytać przemyślane, ciekawe teksty, z których każda z nas może mieć jakiś pożytek 😉 Dźwięczny głęboki granat to jeden z moich ulubionych kolorów – bardzo fajny jako total look. Może nawet fajniejszy od czerni? Ten kimono-kaptur powinnaś opatentować i sprzedawać, Agusiu 🙂 Czapki zimowe, które dowolnie zmieniają fryzurę, to zakała. Kupiłabym Twój patent 🙂 Co do trwania przy swoich własnych osobistych wyborachi bronieniu ich jak niepodległości… no nie mów mi, że zakładasz nadal ten straszny plażowy komplet w duże kwiaty, z Bon Prix! 😉
    Mam nadzieję, że ewentualnie tylko do sprzątania…

    1. Witaj Aldonko,
      Myślę, że tutaj na blogu jestem przede wszystkim szafiarką… Nie widzę w tym nic złego. Korzystam przecież głównie z zasobów swojej szafy, od czasu do czasu, uzupełniając stylizacje nowymi nabytkami, które podkręcają „starocie”. Jak na prawdziwą szafiarkę przystało, po prostu zakładam ciuszki i pokazuję Wam jak się zestroiłam danego dnia do pracy. Liczę, że się Wam spodoba i zachęci do własnych kombinacji. Nie przepadam za blogami i miejscami, w których dorabiana jest głęboka ideologia do mody i kreowania własnego stylu. Stawiam na naturalność, kreatywność i odwagę, a one nie lubią schematów i sztywnych wytycznych… Tekst w poprzednim wpisie powstał, ponieważ chciałam wytłumaczyć i wyraźnie zaznaczyć granice mojej działalności. Masz rację, że będę bronić prawa do własnych wyborów jak niepodległości. Jest to podstawa kreowania własnego stylu. Nie podoba mi się zawstydzanie. Ten straszny, plażowy komplet w kwiaty od trzech lat towarzyszy mi na wakacjach. Ostatnio, z bólem serca, oddałam córce górę, bo się w nią nie mieszczę. Odkąd wróciłam na basen, moja sylwetka zrobiła się bardziej sportowa. Najbardziej odczuwam przyrost masy mięśniowej na plecach i ramionach. Szorty za to pewnie będę nosić jeszcze długo, bo nawet jeśli sporo mi przybędzie w okolicach pupy, rozmiar 44 mi to gwarantuje. Nie wiem skąd pomysł żeby sprzątać w plażowym stroju? Ponieważ ubieram się dla siebie, nawet w domu jestem stylowa i lubię ładnie wyglądać. Nie mam „strasznych” zestawów do chodzenia po domu czy sprzątania. Najczęściej można mnie zastać w luźnych, dresowych gaciach Rundholz’a i oversize’owym T-shircie 🙂
      Pomysłów na kaptury i inne czapki mam w głowie jeszcze kilka. Może, jak będę na emeryturze zajmę się masową produkcją 😉 ? Teraz niestety nie mam na to kompletnie czasu…
      Buziaczki,
      SIWA

  6. Jaki piękny tekst stworzyłaś, wyjątkowy! I dziewczęta w rewelacyjny sposób go komentują!
    Zgadzam się absolutnie z Tobą i zapewne wszystkie Twoje czytelniczki, obserwatorki, komentatorki również – bądźmy sobą! Żyjmy i ubierajmy się w zgodzie z sobą. I dobrze o tym wiesz, i zdajesz sobie sprawę z tego, że jeśli Twój look, czy jego element, nie przepadnie do gustu którejś z nas, to jest to wyłącznie nasz „ból żołądka”. Nie należy się nim przejmować- sama też tak mam. Wręcz mnie to nakręca, kiedy pytam moje koleżanki, czy: „fajnie dzisiaj wyglądam?”one odpowiadają: „nie w naszym stylu”- czuję, że cel osiągnęłam! Jestem sobą, jest w moim stylu, czuję się z tym dobrze.
    W Twojej dzisiejszej stylizacji zachłysnęłam się tym totalgranatem❤️Jest to absolutnie coś dla mnie i chcę z niego czerpać. I kaptur-komin… Przepiękny, chcę taki. Przyjmujesz zamówienia?
    Ty w obu zestawach kolorystycznych wyglądasz świetnie i oczywiście po Twojemu.

    Dlatego tu jestem i będę 🙂

    Pozdrawiam, ściskam

      1. Tak, Doroto – Zła Kobieta ze mnie. Te kwiaty strasznie mi się nie podobały; Aga nawet przyznała, wtedy, że była to stylizacja nieudana i że zdarza się taka każdej modowej blogerce. A tu proszę: kwiaty żyją i mają się dobrze, a nawet zyskały nową panią 😉 To od razu się też może zdeklaruję na przyszłość, ponieważ sporo czasu spędziłam na stronie BonPrix („efekt Agi”, jak ona, to i ja) – ich oferta w większości kompletnie mi się nie podoba – podziwiam, że Siwa jest w stanie tam coś wybrać i „ograć” po swojemu.
        Obiecuję więcej przy Bon Prix już się nie odzywać 😉 Nie jestem taka asertywna jak wy… muszę się sobie, ale też chciałabym się innym, w tym co założę, podobać.
        Nie jest mi wszystko jedno co myślą i mówią inni, do gaci z krokiem w kolanach dochodziłam długo 😉

    1. Witaj Sabo,
      Kiedyś usłyszałam z ust stylistki (znanej blogerki), że zbyt duża ilość pozytywnych komentarzy pod jej postami martwi ją. Taka sytuacja sprawia, że zaczyna się zastanawiać czy aby nie popada w rutynę i nie staje się za bardzo przewidywalna, wręcz nudna. Ona wręcz dba aby przyprawić swoje czytelniczki o przysłowiowy 'ból brzucha” 🙂 . Ja nie mam takich ambicji, ale rzeczywiście kompletnie nie przejmuję się cudzymi opiniami. Zwalnia mnie z tego myśl, że choćbym nie wiem jak się starała, nie zadowolę wszystkich.
      Granatowy total look jest bardzo prosty, a jednocześnie szalenie elegancki. Bardzo łatwo można go skomponować po swojemu. Granatowe buty robią dobrą robotę, ale nawet gdyby miały być do niej założone czarne sztyblety też byłoby super. Komin powstał „przypadkowo”, jako eksperymentalny projekt. Nie brałam pod uwagę „masowej” produkcji 😉 . Mam naprawdę mało czasu… Pomyślę, jak to rozwiązać…
      Buziaczki,
      SIWA

      1. To jest duża zaleta tego miejsca, że Autorka z Czytelniczkami rozmawia. Wiadomo, że to kosztuje wiele czasu i pracy. Sprawiłaś że Twoje fanki tutaj się rozgadały. Nie musisz w tym celu używać szturchańców ani bacika – wystarczyła zwykła życzliwość i uprzejmość 🙂 Ale super też jest, że nie leją się tu w komentarzach rzeki słodkiego różowego budyniu, jak u niektórych popularnych blogerek. Buziaki. Dziękuję.

  7. Trochę żałuję, że nie napisałam komentarza pod poprzednim postem, bo poprzednia stylizacja bardzo mi się podobała. Zawsze piszesz bardzo mądrze o sobie, o modzie i o życiu. Najnowszy tekst jest wyjątkowy, no właśnie – najważniejsze by podobać się sobie. tego wiele osób musi się dopiero uczyć. Moje pokolenie – dzisiejszych pięćdziesiątek często słyszało w młodości różne uwagi na temat swojego wyglądu, ach te mamy, ciocie, nauczycielki, koleżanki…Mam przyjemność obserwować codziennie obecne dwudziestolatki – to pewne siebie młode kobiety, bardzo je podziwiam, one nie potrzebują uwag ani też komplementów potwierdzających, że dobrze wyglądają. Są bardzo życzliwe i świadome tego, czego oczekują. Uczę się od nich i od Ciebie…
    Najnowszy strój – klasa jak zwykle!

    1. Witaj Joanno,
      To prawda, że najważniejsze jest podobać się sobie… Z tego rodzi się pewność siebie i odporność na krytyczne oceny… Wiele z nas było poddane długofalowemu zawstydzaniu. Oczywiście nasze Mamy, Babcie, Ciocie martwiły się o nas i miały ogromną dozę troski, serwując teksty: jak Ty wyglądasz? w co Ty się ubrałaś? chcesz tak wyjść na ulicę? co ludzie powiedzą? co sobie o nas pomyślą? itd… Na szczęście to się zmienia. Kobiety coraz częściej dokonują śmiałych wyborów, wyzwalają się z okowów cudzych oczekiwań. Młode dziewczyny mają szansę znacznie wcześniej korzystać z tych dobrodziejstw, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by przełamywać stereotypy bez względu na wiek.
      Buziaczki,
      SIWA
      P.S. Poprzednia stylizacja sama się obroni, kiedy na ulicach będziecie obserwować coraz więcej kobiet w garniturach, męskich koszulach i krawatach 🙂

  8. No ja jestem zachwycona, tym razem tekstem, choć stylizacja super. Wiadomo, że blog służy INSPIRACJI. Podpatrywanie, podglądanie, łączenie i wymyślanie swoich pomysłów inspirowanych pięknymi zdjęciami pięknych ciuchów na pięknej modelce to jest to. Ale każda z nas jest jakaś, jakaś inna. Dla jednej będzie piękne to dla innej tamto. Trzeba próbować, bawić się, kombinować, inspirować. Tak mało naprawdę jest przyjemności w codziennym życiu, a dobre samopoczucie i zadowolenie z własnego wyglądu może wiele, bardzo wiele. Czasami jak nas już nic nie raduje….to chociaż ubranko!!! I już człowiekowi trochę przyjemniej. To żaden wstyd, wychowano nas w poczuciu że „szmatki” to pustota, a to nieprawda. Kobieta dobrze wyglądająca, zadowolona z siebie, podobająca się sobie, niezależnie od opinii i komentarzy innych to lepszy świat, po prostu. Dbajmy o swój dobrostan czymkolwiek się on objawia, czy rzeczami wzniosłymi czy tylko ciuchami. To też życie i jakie przyjemne. Uściski dla wszystkich Silverek D.

    1. Witaj Dorotko,
      Masz rację, moda to zdecydowanie coś więcej niż tylko ciuchy, a kreowanie własnego stylu nie kończy się na zestawieniu ich w zgrabną całość. Chciałabym bardzo, by wszystkie kobiety miały odwagę bawić się modą i bez żadnych oporów eksperymentować z własnym stylem, bez względu na wiek. Na blogu staram się stworzyć życzliwą atmosferę, dzięki której, mam nadzieję, buszujecie w swoich szafach i tworzycie własne wersje stylizacji.
      Buziaczki,
      SIWA

      1. Si, si – tak właśnie to działa; czytam, patrzę, myślę co mam w szafie i jak by można z tym zakombinować 😉 I to jest dla mnie Twoja praca stylistki, nie szafiarki. Szafiarka to, znowu dla mnie, w oparciu o różne fashion blogi, narcystyczna wizja siebie: „patrzcie jak się ładnie ubrałam i jaka jestem śliczna” – i raczej nie jest to bazowanie i kombinowanie na ubraniach z własnej, osobistej szafy. Szafiarka pokazuje nowe rzeczy których powinnyśmy pragnąć i chcieć je kupić, gdy ona już je odda do sklepu 😉
        Tak więc nie, mimo deklaracji, nie jesteś (i nie bądź) szafiarką…